PL
EN RU
DLA PROFESJONALISTÓW
News

Uwielbiamy wspierać kobiety

W swojej pracy mamy szczęście i zaszczyt spotykać niesamowite i wspaniałe kobiety. W ostatnich miesiącach przygotowująca się do mistrzostw świata we Włoszech Ania Wójcicka postanowiła skorzystać z naszych zabiegów Magneffio. Celem wizyty było dopracowanie sylwetki w ostatniej fazie przygotowań przed startem. Wykonaliśmy zabiegi na pośladki oraz na brzuch. Kilka dni po zabiegu nasza bohaterka wywalczyła brązowy medal i zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach. Tutaj jednak nasza wspólna droga się nie kończy, ponieważ historia Ani jest tak niesamowita, że musimy się z Wami nią podzielić. Zapraszamy do lektury poniższego wpisu.

Kim jestem? Jakie słowa najlepiej mnie określają? To może zacznę od początku. Moje życie było zawsze takie jakie chciałam. Energiczna i ambitna. Zawsze stawiałam sobie wysoki poprzeczkę. Cel starałam się osiągać, ale nie po trupach. Zawsze uważałam, że wszystko dzieje się po coś. Poszłam na wymarzone studia i skończyłam je z wyróżnieniem. Wyszłam za mąż i zaszłam w ciążę. I nagle bum. Ciąża pięcioracza. Takiej wiadomości nawet ja się nie spodziewałam. Ciężkie pół roku i nagły poród. Po tygodniu umiera nam jeden synek. O resztę walczymy z lekarzami każdego dnia. Każdy dzień wyglądał tak samo. Wstawałam skoro świt i jechałam do szpitala. Tylko informacje o dzieciach się zmieniały. Raz dobre, a raz bardzo źle. Mieliśmy wrażenie z mężem, że nigdy się to nie skończy. Po trzech miesiącach w końcu wyszliśmy że szpitala i dopiero wtedy się zaczęło. Z racji tego, że dzieci były wcześniakami, bardzo często chorowały. Jeździliśmy od poradni do poradni. Od lekarza do lekarza. Czy było ciężko? Pewnie tak. Ja tego nie pamiętam. Podobno człowiek jak czegoś nie chce pamiętać to to wypiera z głowy. Pamiętam każdy ich uśmiech. Pierwszy krok. Pierwsze słowo. Pamiętam jak byli więksi, wstawali rano i prosili o kakao. Pamiętam brudne, małe buzię ale zawsze uśmiechnięte. Tak nasze życie toczyło się w ferworze walki: pranie, gotowanie, sprzątanie i zakupy. W wieku 4 lat poszli do przedszkola. Fakt, było mi łatwiej.

Sport w moim życiu był od zawsze. Biegałam, pływałam, a później zapalałam miłością do fitnessu. Oczywiście przez ciąże i później długo po nie było mowy o powrocie do ćwiczeń. Nie miałam na to czasu. W końcu stwierdziłam, że spróbuję wrócić. Bardzo pomógł mi mąż bo to on zostawał na 1,5 h z nimi sam. Daliśmy radę! Najważniejsze było, że robię to co kocham. Że mam czas tylko dla siebie. Gdy dzieci miały 6 lat zaczęłam się szkolić na instruktora fitness. Po rocznym kursie zdałam egzaminy państwowe i zaczęłam pracować jako instruktor. Nie było łatwo, ale szybko okazało się, że to kwestia organizacji czasu. Śmieje się do tej pory, że w dziedzinie organizacji czasu pracy jestem prawdziwą specjalistką. W między czasie zdecydowali się z mężem na jeszcze jedno dziecko. Urodziłam cudownego synka  Byliśmy w siódemkę i żyliśmy szczęśliwie. Tak było naprawdę długo. W 2017 roku, w moje urodziny, po dłuższej rozmowie z mężem, podjęłam decyzję, że spróbuję swoich sił i wystartuje w zachodach sylwetkowych. To było też jedno z moich marzeń, ale wiedziałam, że ono musi poczekać. Na co? Teraz z biegiem czasu, widzę, że owszem, potrzebowałam więcej czasu, ale przede wszystkim musiałam dojrzeć psychicznie do decyzji. Podjęłam wyzwanie i znów wszystko wymagało znakomitej organizacji czasu. Często wstawałam przed 5 i leciałam na  trening. Dzień stał się dłuższy, bo ja potrzebowałam więcej czasu. Jedynym wyjściem było wstawanie duuuuuużo wcześniej. Nie było jedyne moje wyzwanie. Dieta i to ścisła. Jak przy piątce dzieci nie spróbować, nie dokończyć i co było najgorsze, nie zjeść cukierka czy kawałka czekolady? Jak widać można, kwestia tego, jak bardzo czegoś pragniemy? A ja chciałam wystartować. Po 10 miesiącach ciężkich treningów wyszłam pierwszy raz na scenę i od razu Wicemistrzostwo Polski.  Dostałam skrzydeł i byłam z siebie mega dumna. Na tych zawodach byliśmy wszyscy, mój mąż i nasze dzieci. Zdobywasz medal i słyszysz: „Mamusiu Kochamy Cię”. Czy może być lepsza nagroda za trud i wysiłek? Potem poszłam jak burza. W tym samym roku zdobyłam Mistrzostwo Świata. Nawet nie marzyłam a jednak. Tytułów mam mnóstwo, w zasadzie to co było do zdobycia udało mi się zdobyć.  

Wróćmy jednak do pierwszego pytania.  Przede wszystkim jestem szczęśliwą mama i żoną. Kobieta spełnioną i spełniająca swoje marzenia. Wiem, że każda kobieta ma swoją historię ale wszystko można zrobić i osiągnąć. Potrzebujemy tylko wiary w siebie i trochę czasu. Wiek to tylko liczba. Mając 48 lat i rodząc szóstkę dzieci, można wyglądać dobrze. Żyjemy w czasach, gdzie mamy mnóstwo możliwości jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Stworzenie uzupełniającego się planu: dieta, ćwiczenia plus zabiegi modelujące czy ujędrniające nie jest niczym trudnym. Trudna jest konsekwencja i systematyczność ale jeśli czego bardzo się chce to to nie są przeszkody.  Wszystko siedzi w naszej głowie i prawda jest taka, że szczęśliwa kobieta emanuje miłością i blaskiem. Szczęśliwa kobieta to szczęśliwy dom, szczęśliwe małżeństwo, szczęśliwe dzieci. Na koniec mam dla Was jeszcze jedno przesłanie... Nie raz miałam chwilę zwątpienia, nie raz zastanawiałam się po co mi to wszystko??? Najłatwiej jest się poddać, usiąść, popłakać i po użalać się nad sobą. Tylko czy to jest wyjście? Poddać się, tak bez walki? Nie wiedziałam czy moja walka skończy się sukcesem, ale byłam pewna, że póki nie spróbuję to nie będę wiedziała. Poza tym to był mój cel, który chciałam osiągnąć, a jeśli człowiek wie czego chce to już połowa sukcesu. Resztę można spokojnie wypracować.  

Ania Wójcicka  
Mama piątku dzieci i mistrzyni świat w sportach sylwetkowych.